Moja droga – Filozofia, sztuka, nauka

Stojąc na rozstaju dróg stałem się naukowcem

Stałem się filozofem po spędzeniu całego życia na czytaniu i czterech latach studiowania filozofii, ekonomii i nauk politycznych na poziomie uniwersyteckim, encyklopedia wiedzy o muzyce sztuce i filozofiiuważam, że tak naprawdę nie zrobiłem ani minuty prawdziwego filozoficznego dociekania, dopóki nie zamieszkałem na jakiś czas w całkowitym odosobnieniu w domu bez bieżącej wody. Po raz pierwszy doświadczyłem filozofii jako czegoś więcej niż zwykłej gry dla znudzonych intelektualistów. To więcej niż debata do wygrania, z możliwością zdobycia określonej liczby punktów za spryt. Zamiast tego napotkałem filozofię jako coś, co było dosłownie kwestią życia i śmierci. Kiedy dana osoba w końcu nie jest już rozproszona codziennymi sprawami życia codziennego – konsumpcjonizmem, plotkami społecznymi, polityką, co jeść, w co się ubrać, itp., I jest zmuszona poważnie borykać się z pytaniem Hamleta, tylko wtedy filozofia oznacza cokolwiek istotnego w ogóle. Tylko wtedy jest to więcej niż próżna spekulacja jednostki.

Dogłębne studiowanie filozofii

Filozofia, którą zacząłem robić na tym etapie mojego życia, znacznie przekroczyła granice filozofii, którą niegdyś studiowałem. W istocie, zakres filozoficznego czytania, które zrobiłem w tym czasie, polegał na odczytywaniu osobistych modlitw Kierkegaarda z jego prywatnych czasopism, jego książki „Choroba na śmierć”, „Nie ty i ty” Martina Bubera, niejasna książka o mistycznej tradycji prawosławnego chrześcijaństwa, i ponowne przeczytanie „Samodzielności” Ralpha Waldo Emersona i księgi Koheleta ze Starego Testamentu. Oprócz tego rozważałem słowa T.S. Eliot „The Love Song of J. Alfred Prufrock” i 91 Psalm. To było o tym. Nie było Platona, Kanta, Hegla ani Kartezjusza. Nie próbowałem niczego nikomu udowadniać. Nie musiałem przekonywać profesora o istnieniu Boga ani o nieistnieniu fizycznej rzeczywistości. Po prostu próbowałem znaleźć powód do życia.

 

Zacząłem pisać ponownie – podejmując nieco ryzykowny krok filozofowania w miejscach publicznych, gdy sam nie wyciągnąłem żadnych użytecznych wniosków. Ale uznałem to za terapeutyczne iw pewnym sensie napisałem swoją drogę do zdrowego rozsądku. Ponownie uruchomiłem mojego bloga 212 marca 2010 r., z pewnymi przemyśleniami na temat czasu i natury. Patrzę teraz na niektóre z tych wczesnych prac i czasami wzdrygam się na rzeczy, które wtedy pisałem, o których od tamtej pory zmieniłem zdanie. Są chwile, w których rozważam usunięcie niektórych z tych starszych utworów, ale oparłem się pokusie, ponieważ to pismo jest niezwykle ważnym zapisem mojego własnego stania się. To ciąg myśli, który doprowadził mnie do miejsca, w którym jestem dzisiaj, i daje mi więcej komfortu niż skulenie się, aby na nie spojrzeć. Kiedy teraz od czasu do czasu ogarniają mnie mroczne cienie przerażenia i czuję, że jestem na nieznanym terytorium, nie mając pojęcia, jak się tu dostałem, i nie mam pojęcia, jak się stąd wydostać, mogę śledzić moje kroki od początku drogi, moje ponowne urodziny i widzę wtedy, że celowo jestem tu gdzie jestem. Że teraz jestem znacznie mniej zagubiony, niż może mi się wydawać. Sprawia to, że ​​mroczne chwile są krótsze i bardziej znośne, i chroni mnie przed niebezpieczną pokusą, by wyrzucić wszystko i zacząć od nowa.

Nauka – niezwykła podróż bez końca

Od tamtej pory ta podróż doprowadziła mnie do ponownego zbadania ludzkiej psychiki za pomocą różnych pryzmatów, ale w szczególności skupiłem się na dekonstrukcji i rekonstrukcji archetypów Junga na czymś łatwiej dostępnym i łatwym do zrozumienia dla celów praktycznych. To pytanie skłoniło mnie do dokładniejszego przemyślenia natury rzeczywistości w Czasie i Kosmosie, a ja zapisałem niezliczone strony notatek na ten temat, byle tylko teraz sądzić, że jestem w stanie powiedzieć coś spójnego w tej sprawie. Jedną z rozczarowujących konsekwencji zrobienia tego bezstronnego przeglądu eksploracji pierwszych zasad, jest oczywiście odkrycie, że doszedłem do wniosków podobnych do tych, które inni już osiągnęli. Nienawidzę, gdy jedna z moich pozornie oryginalnych myśli okazuje się wcale nie bardzo oryginalna. Ale to tylko moja własna duma i próżność próbująca wejść w drogę zbliżania się do Prawdy. W końcu cieszę się, że sam odkryłem te same ścieżki myślenia – ponieważ wiem, że są to moje wnioski, a nie tylko wygodne i sprytnie brzmiące pomysły, które zostały przeszczepione z umysłu innej osoby i nazwane moimi własnymi.

 

Dodatkową zaletą jest poczucie rozsądku. Gdybym doszedł do tych samych wniosków, niezależnie od tego, co osiągnęły szacowne umysły, to może nie jestem tak szalony lub obcy, jak się obawiałem. Wreszcie, daje mi to możliwość porównania notatek z innymi filozofami. Widzę różne sposoby, w jakie podchodzili do tych samych pytań i jak prowadzi to do zróżnicowanych opinii w swoich wnioskach. Pozwala mi to bardziej krytycznie czytać filozofię, z założeniem, że już mam punkt wyjścia, a ich zadaniem jest przekonać mnie, że jestem w błędzie. W przeciwnym razie byłoby zbyt łatwo odczytywać argumenty inteligentnej osoby i podążać za ich rozumowaniem, o ile to wystarczająco sensowne, nawet gdybym mógł